bip
 
Bydgoszcz
 
Radio Kultura
TV
 
 
Strona główna O nas MOK w Bydgoszczy
 

O nas

moknowe_logo

 

 

MOK został utworzony na mocy uchwały Miejskiej Rady Narodowej w Bydgoszczy z dnia 27. maja 1988 roku. Instytucja powstała na bazie działającej wcześniej Miejskiej Poradni Instukcyjno-Metodycznej Pracy Kulturalno-Oświatowej. Siedzibą MOK były piękne, stylowe pomieszczenia w kamienicy na Starym Rynku 16. Ośrodek otrzymał również Muszlę Koncertową w Parku im. W. Witosa.

 

Pierwszym dyrektorem MOK był Andrzej Chwieduk, który z wielkim zaangażowaniem i energią otoczył opieką bydgoskich twórców i artystów stwarzając im doskonałe warunki do prezentacji swojej twórczości. W salach na Starym Rynku skupiło się życie artystyczne miasta. Organizowano koncerty, spektakle, wystawy odczyty. W okresie wiosenno-letnim dodatkowym miejscem prezentacji stała się Muszla Koncertowa. Brakowało jednak reprezentacyjnego miejsca dającego możliwości organizacji imprez w połączeniu ze spotkaniami towarzyskimi.

Pierwszego kwietnia 1993 roku z wielką pompą swoją działalność rozpoczęła Kawiarnia Artystyczna "Węgliszek" znajdująca się na rogu ul. Batorego i Starego Rynku. Stylowe, secesyjne wnętrze kawiarni zaprojektowane zostało przez gdańskiego artystę Przemysława Kryszaka. Ciekawostkę stanowią wkomponowane w wystrój jedyne oryginalne w Bydgoszczy polichromowane belki stropowe z XVI w. oraz kameralna piwniczka z czerwonej cegły o pięknym stropie i iście diabelskich prowadzących do niej schodkach. Do chwili obecnej bydgoski diabeł Węgliszek patronuje artystycznym dokonaniom i stoi na straży dobrego samopoczucia wszystkich gości.

 

 

mok_bud

Szkic Kawiarni Węgliszek i siedziby MOK, ul. Batorego1 /3

 

Na skutek zmian własnościowych 1 kwietnia 1995 roku Miejski Ośrodek Kultury z pomieszczeń na Starym Rynku został przeniesiony do znacznie skromniejszych na ul. Batorego 1/3. Od 1 czerwca 1999 roku do 31 stycznia 2010 roku funkcję dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury pełnił Marek Stankiewicz. Pod jego szefostwem instytucja rozszerzyła swoją działalność, podjęła próbę koordynacji imprez kulturalnych odbywających się w Bydgoszczy, stając się niejako centrum kultury w mieście.Ważne imprezy to m.in. Harmonica Bridge, Festiwal Książki - Bydgoski Trójkąt Literacki, Drums Fuzje, Pałac Sztuk. Od 1 stycznia 2000 roku jesteśmy gospodarzem pięknego obiektu 18 km od Bydgoszczy Zespołu Pałacowo-Parkowego w Ostromecku. Pracownicy Miejskiego Ośrodka Kultury tworzą solidarny, zgrany zespół. Poszczególne działy dobrze ze sobą współpracują.

17 czerwca 2010 r. miał miejsce  energetyczny start Café Pianola - nowej przestrzeni artystycznej w naszym mieście!


Symbolem metamorfozy MOK w połowie 2010 roku jest także nowa strona internetowa (w tle wykorzystano pracę artystki Justyny Jułgi), a także nowoczesne logo, w które wpisuje się otwartość, przestrzeń wieloaspektowych działań łączących różne dziedziny twórcze, rzeka i las (szkic wykonała artystka Aleksandra Simińska). Na zdjęciu otwierającym stronę widać wizualizację przyszłej siedziby MOK - to budynek dawnego kina Orzeł, przy ul. Marcinkowskiego. Znajdzie się tam m.in. profesjonalna sala kinowa i koncertowa, a miejsce stworzy przed nami oraz innymi animatorami kultury i artystami nowe możliwości.

 

Katarzyna Fojuth - dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Bydgoszczy

 

Jerzy Piskozub - zastępca dyrektora ds. Zespołu Pałacowo Parkowego w Ostromecku

Maryla Lewandowska - kierownik działu technicznego, Muszla Koncertowa

 

 

 

Placówki MOK:

 

IMG_1234a2a

Café Pianol - unikatowa na skalę europejską przestrzeń kulturalna,

łącząca kolejcę zabytkowych fortepianów Andrzeja Szwalbego,

kolekcję fonograficzną Adama Mańczaka z promocją sztuki;

połączenie "żywego" muzeum z niekomercyjną kawiarnią.

Otwarcie 17 czerwca 2010 r.; fot. Marek Hofman


 

weg_OK

Kawiarnia Artystyczna Węgliszek, centrum Starego Miasta

PORA POEZJI - impreza współorganizowana z Instytutem Książki w Krakowie, koncert VARIETE



muszla_modified

Muszla Koncertowa w parku Wincentego Witosa, koncert Czesław Śpiewa

 

 

ostromfot_Radosaw_Saaciski_modified

Zespół Pałacowo-Parkowy w Ostromecku, fot. Radosław Sałaciński


 

BIK nr 6/2010


Z cienia - w zielone światło


Z Katarzyną Fojuth od 15 maja 2010 roku, dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury, o pistolecie, który nie wypalił, przestrzeni i wietrze, a także śmiałych wizjach na 2016 rok, rozmawia Alicja Dużyk.

 

- Alicja Dużyk - Ostateczną decyzję startu w II edycji konkursu na dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury podjęłaś po spotkaniu poświęconym Europejskiej Stolicy Kultury 2016...
- Katarzyna Fojuth -  Podczas dyskusji wyeksponowana została konieczność walki o to, w co się wierzy, nawet wtedy, gdy szansa na sukces wydaje się znikoma. Wypowiedziano wtedy mądre słowa, które miały wzmocnić nie tylko instytucje kultury, ale przede wszystkim przekonać bydgoszczan o tym, że warto w swoim mieście poszukać rzeczy wartościowych. Nie należy pochopnie oceniać, gdyż może okazać się, że przyklejona przez nieżyczliwych łatka jest krzywdząca. Z podobnym problemem boryka się MOK - chwalony przez obcych, niedoceniany przez najbliższych. Przystąpiłam do konkursu zmotywowana przez zespół pracowników -  z przekonaniem, że stoją za mną ludzie silni, gotowi na nowe wyzwania, zdeterminowani w walce o prawdę i nowe jutro.

 

 

kasia2

fot. Jarosław Pruss, Gazeta Pomorska


-  Jedenaście lat pracowałaś w MOK, w tym pięć jako kierownik działu programowego, siedzący wśród nas. W pełnym gwaru pokoju, gdzie krzyżuje się energia kilku osób. Miejscu otwartym dosłownie i w przenośni dla artystów oraz animatorów. Nie zmieniałaś się, ani pod wpływem, stresu, pośpiechu, ani podziękowań kolejnych twórców. – „Duma, współpraca i odwaga niech będą wyznacznikiem działań dyrektora” – powiedziałaś.
- Słowa dla niektórych mogą wydać się górnolotne, ale nie boję się ich użyć. Traktuję je bowiem jako swoisty manifest, który będzie  towarzyszył  moim działaniom. Z wielką estymą traktuję bydgoskie środowisko twórcze, bez którego wsparcia moja praca na tym stanowisku nie miałaby sensu. Pragnę nadal zgodnie ze statutem MOK promować ich dokonania, jednocześnie wymagając rzeczy nowych.
Uważam, że przekształcenie MOK w Miejskie Centrum Kultury pomoże umocnić silną pozycję miasta na europejskiej mapie kulturalnej. W skali mikro nasza instytucja ma podobną misję kreowania kulturalnego oblicza zielonego i bezpiecznego miasta nad Brdą, jak w skali makro – Bydgoszcz, ubiegająca się o miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016.


- „Wczoraj - to dziś, tylko trochę dalej” - powiedział Cyprian Kamil Norwid, którego cytuję nieprzypadkowo. Aby znaleźć się tu, musiałaś wcześniej być tam, na kolejnych szczeblach edukacji... Kim pragnęłaś zostać mając kilkanaście lat?
- Moja edukacja była zróżnicowana. W przedszkolu interesowała mnie głównie zabawa. W „podstawówce” na dobre pochłonęła muzyka. Wraz z zespołem instrumentalnym uczestniczyliśmy w kolejnych przeglądach, warsztatach i innych działaniach twórczych. Szkoła średnia to czas dla sportu. Będąc uczennicą liceum sportowego próbowałam  (bez sukcesów) swoich sił w strzelectwie sportowym, a na co dzień kibicowałam hokeistom oraz żużlowcom  bydgoskiej „Polonii ”. Maturę zdawałam z przekonaniem, że zostanę psychologiem. Stało się jednak inaczej. Ostatecznie wybrałam filologię polską i ten wybór okazał się trafny. W pracy magisterskiej podjęłam temat twórczości Norwida, a on nieświadomie sprawił, że zostałam przyjęta do pracy w MOK (ale to już odrębna historia...). A potem rozpoczęły się kolejne etapy edukacji, której wielokierunkowość pozwala mi dziś być otwartą na różne tematy.


- Zagłębiając się w zawiłe ścieżki przeszłości, przychodzi mi na myśl niesamowita historia Twojej rodziny [„M7” nr 1/09]. Pamiętasz, opowiadałaś, jak to Twoja mama, pomimo przyrzeczenia babci, nie została zakonnicą...
- Wśród wspomnień z dzieciństwa, najwyraźniejsze jest to jak uwielbiałam polne kwiaty, przestrzeń i wiatr... Każde wakacje spędzałam u mojej babci Zofii w Krążkowie blisko Nowej Wsi Wielkiej. Była to typowa wieś; dziadkowie mieli u siebie kury, kaczki, konie, koty, psy. Jako dziecko uwielbiałam obserwować tamte zwierzęta. Moja rodzina wiodła może skromne życie, ale atmosfera była wspaniała, panował artystyczny klimat. Dziadek był miłośnikiem literatury  romantyzmu, rozczytywał się w poezji Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, sam zresztą też był poetą i miał zdolności retoryczne. W czasie II wojny światowej, dziadek Franciszek Rudnicki walczył w partyzantce. Napisał książkę, w której zawarł swoje wspomnienia i złożył do wydania w Związku Kombatantów. Zaginęła. Wiele lat później, studiując filologię polską próbowałam odnaleźć rękopis, ale niestety nie udało się.

- Wspominałaś, że prawda była tak nieprawdopodobna, iż niejeden czytelnik mógłby zarzucić, że zawarte we wspomnieniach dziadka historie są fikcją literacką.
- Dziadkowie w czasie II wojny zostali wysiedleni na Ukrainę. Później na własnej skórze doznali terroru UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii), o mało nie przepłacając tego życiem. Sąsiedzi przyłożyli dziadkowi Franciszkowi pistolet do głowy i nacisnęli na spust. Broń nie wypaliła, a oni wierzyli, że jeśli ktoś cudem uniknął śmierci, to jest nietykalny. Z kolei babcię Zofię uratowała miłość. Gdy dziadek był już na froncie, w nocy obok jej domu przechodzili banderowcy, ale nie weszli, aby ją zabić, bo jeden z nich był w niej zakochany. Później się o tym dowiedziała. Ona tymczasem będąc w błogosławionym stanie modliła się, aby powrócił jej mąż i obiecywała, że jeśli urodzi się córka – zostanie zakonnicą, jeśli syn – będzie księdzem. Życie potoczyło się jednak inaczej.


- Codzienność bywa nieprzewidywalna, choć istnieje „coś” na kształt „powracającej fali”. Dociera do nas to, co sami wysyłamy. Jako współpracownicy lepiej niż inni - dla których pozostawałaś w cieniu pracy – wiedzieliśmy, że masz potencjał, aby dobrze wykorzystać to stanowisko. Zobaczyła to najpierw dyr. Halina Piechocka-Lipka, a ostateczną decyzję podjął prezydent Konstanty Dombrowicz.
- Pragnę podziękować charyzmatycznej dyrektor Halinie Piechockiej – Lipce za wiarę oraz prezydentowi Konstantemu Dombrowiczowi za zaufanie. Mimo, iż komisja nie rekomendowała kandydata na dyrektora MOK, to jednak prezydent dał nam szansę, dowcipnie puentując całą tę sytuację, „gdzie diabeł (czytaj Węgliszek) nie może tam... pośle”. Teraz nasz ruch. Jako pracownicy Miejskiego Ośrodka Kultury możemy udowodnić, iż tkwi w nas duży potencjał i energia. Potrafimy działać! Możemy, gdyż dostaliśmy „zielone światło”. Za moment otwarcie Cafè Pianola, BAL oraz kolejne wyzwania. Podejmiemy je jako zgrany zespół twórczych indywidualności.

 

 

 

 

Kalendarium

«

Wrzesień 2010

»
  • pn
  • wt
  • śr
  • cz
  • pt
  • so
  • nd
Reklama
Kalendarium wersja enKalendarium wersja de
facebook
Reklama
Reklama
Reklama
 
 
 

DZIĘKUJEMY...